^Powrót na górę
  • 1 Lorem ipsum dolor...
    Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur...
  • 2 Lorem ipsum dolor...
    Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur...
  • 3 Lorem ipsum dolor...
    Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur...
  • 4 Lorem ipsum dolor...
    Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur...
  • 5 Lorem ipsum dolor...
    Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur...
książka
księga
Album ten zawiera:
432 rodzinne fotografie, kopie170 akt metrykalnych i 150 różnych rodzinnych dokumentów. Przejrzyj kilkanaście wybranych stron z tego albumu.

STOPKA

Właściciel Henryk Podczaski
Rok założ. 2006.
Kontakt - bishen@wp.pl

Strona genealogiczna w sieci
Genealogii Polskiej

Genealogia Polska

LICZBA WIZYT

                                                                                   Darmowy licznik odwiedzin





KOLEJKA – dojazdowa ciuchcia wąskotorowa; po wojnie w latach czterdziestych i pierwszych pięćdziesiątych ubiegłego wieku jedyny publiczny środek transportowy, którym możliwy był dojazd mieszkańców Śliwic do „miasta” czyli na Pragę.
Jednocześnie był to obiekt fascynacji kilku i kilkunastoletnich znawców techniki ze Śliwic, z ekscytacją asystujących ( czytaj: gapiących się ) przejazdowi obok ich osiedla kopcącej dymem lokomotywy, ciągnącej ciemnozielone wagoniki.

Przypomnijmy przeto pokrótce historię „naszej” ciuchci, zwanej w latach jej budowania kolejką „arystokratów”.
Nic dziwnego! W 1898 roku Towarzystwo Akcyjne Wąskotorowej Drogi Żelaznej Jabłonna – Wawer utworzyli m. in. Ksawery hr. Branicki, Feliks hr. Czapski, August hr. Potocki, hrabia Jan Zamoyski i Krzysztof Kiersnowski, na którego nazwisko wydano koncesję. Zaraz po zakończeniu budowy kolejkę sprzedano księciu Stefanowi Lubomirskiemu i Tomaszowi hr. Zamoyskiemu. Czytając te nazwiska można dostać zawrotu głowy, prawda?

W maju 1899 roku zaczęto układanie torów od mostu Kierbedzia w kierunku Jabłonny, potem zaś w stronę Wawra. Otwarcie kolejki Most – Jabłonna nastąpiło w listopadzie 1900 roku. Odcinek do Wawra uruchomiono w styczniu 1901, wydłużając go do Karczewia w latach 1912-14, po przejęciu większościowego pakietu akcji przez kapitał belgijski. Ciuchcia funkcjonowała nieprzerwanie podczas okupacji ( oprócz okresu oblężenia Warszawy do listopada 1939 roku), a po wojnie już zupełnie bez przeszkód codziennie woziła mieszkańców Śliwic do pracy i szkół.

Załóżmy tornister ze wspomnieniami i udajmy się na przystanek „Śliwice”, by przejechać się, jak kiedyś, kolejką do przystanku „Most”.
Szło się w tym celu przechodniakiem wysypanym czarnym żużlem, aż do torów biegnących przy Szosie Modlińskiej, skręcało w lewo tuż obok transformatora w kształcie wielkiego walcowatego słupa ogłoszeniowego (zasilał Śliwice w energię elektryczną ) i wchodziło na „peron” – także żużlem utwardzone wzniesienie. Stała tam niewielka ciemnozielona budka - zadaszona poczekalnia z malutkim pomieszczeniem kasy. Kupujemy więc tekturowy bilet u kasjerki, śliwiczanki pani Kopijerowej, która dyżurowała tu przed przyjazdem kolejki.

Nadjeżdżającą ciuchcię zapowiadał biegnący od strony Pelcowizny daleki gwizd – maszynista ostrzegał na wszelki wypadek nielicznych pieszych idących ścieżką przy torze. Wtaczał się sapiąc na przystanek parowóz i kilka wagoników, by zatrzymać się na chwilkę dla „wymiany” pasażerów wsiadających i wysiadających. Wsiadamy więc i my do pulmanowskiego wagoniku i zajmujemy miejsce na twardej ławce z drewnianych listew, najlepiej przy oknie. Dla małych pasażerów trwająca kilkanaście minut podróż była nie lada atrakcją. Kolejka rusza z gwizdem, rozpędza się sapiąc coraz szybciej, migają w oknach wielkie topole, rosnące wzdłuż Modlińskiej. Im bliżej Golędzinowa jest ich coraz więcej. Upłynęło kilka chwil i już zaczyna się hamowanie, zbliżamy się do przystanku „Golędzinów”. Też ma małą budkę na czarnym żużlowym „peronie”. Przystanek znajdował się tuż-tuż przed zagradzającym drogę w poprzek nasypem kolejowym.
Nasz pociąg ruszał powoli i znikał pod wiaduktem wspartym na kilku filarach zbudowanych z potężnych smołowanych drewnianych pali, spiętych stalowymi antabami. Po minięciu wiaduktu w dalszym ciągu powoli, głośno gwiżdżąc kolejka szerokim łukiem w prawo przecinała ul. Jagiellońską (tu się ona zaczynała albo właściwie kończyła). Znowu rozpędzała się po torze biegnącym obok ogrodzenia ZOO aż do Wisły, by ostrym łukiem w lewo skręcić w wiklinowe zarośla, zarastające pas ziemi między ogrodem zoologicznym i rzeką.
 
Ciuchcia mija ZOO. Dla wyjaśnienia-małpujące panie nie mają nic wspólnego z pobliskim ZOO. Wśród nich całkiem z tyłu śliwiczanka Irena Skibińska
 
 
Dopiero przy wylocie ul. Ratuszowej i zlokalizowanym tu Komisariacie Rzecznym MO przerzedzały się krzaki i widać było leżące na brzegu łodzie i przycumowane motorówki.
Ciuchcia zwalniała...
Mijając Park Praski mogliśmy podziwiać spadochroniarzy skaczących na linie ze specjalnej wysokiej wieży, stojącej nieopodal torów. Powoli przejeżdżaliśmy pod mostem Śląsko-Dąbrowskim (od 1949 roku) i bezpośrednio za nim ciuchcia wjeżdżała na stację „Most”, dysząc z „ulgą”, że to już koniec trasy.
Wyskakując z wagonu na peron miało się przed oczyma panoramę Warszawy rozciągającą się za Wisłą.
Taką drogę codziennie przebywali w zwykłe dni mieszkańcy Śliwic udający się do „miasta”.

Natomiast w niedzielę jeździło się „naszą” ciuchcią w kierunku Jabłonny – do parafialnego kościoła na Pelcowiźnie, a późną wiosną także na tradycyjne majówki do Buchnika. „Tradycyjne”, gdyż jeździło się w tym celu, tym środkiem lokomocji od początku jej istnienia. Już w 1912 roku tak atmosferę w kolejce Jabłonna-Most opisywał felietonista na łamach „Tygodnika Ilustrowanego”:
„Wszyscy letnicy są niesłychanie gościnni. Nie tylko proszą, ale wprost domagają się, aby ich odwiedzano. I do tych zaprosin dodaje się serdeczną przestrogę: Tylko prosimy nie w niedzielę. Przestroga jest życzliwa, bo na przystankach kolejowych rozgrywają się sceny, jakie gdzieniegdzie można widzieć tylko podczas paniki przy wielkich katastrofach. Mężczyźni znęcają się nad kobietami, kobiety nad dziećmi, dzieci popychają staruszków i nie mają uszanowania dla kalek, słowem - piekło".
Nie pamiętam, aby takie dantejskie sceny odbywały się w latach czterdziestych, gdy wyjeżdżaliśmy na majówki do Buchnika. Było rzeczywiście tłoczno, tak że o siedzącym miejscu tylko pomarzyć, był gwar i szum. Ale podróże z przysłowiowym koszem wypełnionym wałówką, jajami na twardo i butlami z kompotem, pobyt nad jeziorkiem w buchnikowym lesie i wieczorne powroty ciuchcią wspominam z wielkim sentymentem.

Z tego kierunku, to znaczy od strony Jabłonny, co wtorek jeżeli dobrze pamiętam, rano, przyjeżdżała ciuchcią - pani Górska. Od czasu zakończenia wojny, a może i wcześniej ( tego nie wiem) zjawiała się na Śliwicach ta tęga i przysadzista, wiejska kobieta, niesamowicie obciążona wielkim tobołem. Na ramieniu dźwigała dwa wielkie kosze związane chustą. Składała to wszystko w sieni naszego domu na ulicy Gersona i rozpoczynała wędrówkę już z „detaliczną” ilością przywiezionych towarów po domach stałych swych klientów. Zapełniała się nasza kuchnia zapachem wsi, podczas rozkładania na kuchennym stole przez panią Górską: serów zawiniętych w cienką gazę, pachnących najprawdziwszym masłem osełek masła owiniętych chrzanowymi liśćmi, podczas odmierzania „kwaterką” tłustej wiejskiej śmietany z glinianych dzbanów, odmierzania jagód, ważenia pachnących truskawek czy grzybów, gdy nadeszła jesień. Po kilku godzinach, gdy przywieziony towar zniknął z sieni i znalazł się w śliwickich mieszkaniach, pani Górska ze swymi pustymi koszami „toczyła się” na przystanek ciuchci, by odjechać w kierunku Jabłonny i jak zwykle zjawić się z nowym towarem za tydzień.
Na początku lat pięćdziesiątych pojawiła się na Śliwicach „konkurencja” pani Górskiej – Franek, chłop z okolic Nieporętu. Miał towaru znacznie więcej – nic dziwnego, zajeżdżał furmanką turkoczącą drewnianymi kołami po kocich łbach śliwickich ulic. Ale mimo to, pani Górska w dalszym ciągu zjawiała się co tydzień – miała swoich wiernych, stałych klientów. I tak było przez kilka lat, aż pewnego wtorku ciuchcia nie przywiozła pękatej, wiejskiej kobiety z wielkimi koszami. Jak się okazało, ciężko zachorowała i odeszła z tego świata. A Franek dalej rozwijał swój „interes” na śliwickich uliczkach – zmienił koła na „pneumatyki”, a z czasem nawet napęd koni z owsa na olej – jego wóz ciągnął traktor.

Unowocześniała się także komunikacja miejska, na początku lat pięćdziesiątych naszą ciuchcię zaczęła „wspomagać” linia autobusowa (chyba nr 126). Nieprawdopodobnie zatłoczone autobusy „Chausson”, ciasne i niskie, z wąskimi drzwiami kursowały ul Stalingradzką ( na taką nazwę przemianowano Szosę Modlińską w 1950 roku) do przystanku końcowego na ul. Cyryla i Metodego; tuż przed wejściem do Komisariatu MO. Mimo niewygody i ciasnoty, linia ta odebrała znaczną ilość pasażerów ciuchci, nic dziwnego – autobusy jeździły częściej i szybciej. Kolejka „podupadała”, przewoziła coraz mniej pasażerów, bilety kupowało się już u konduktora, a kasę na śliwickim przystanku zlikwidowano.

Rozwijała się coraz bardziej żerańska FSO i zwiększała jej załoga. Autobusy i ciuchcia nie wystarczały do jej przewozu.
W związku z tym szybko postępowała budowa linii tramwajowej (nr 21 ) z pętlami przy ul. Ratuszowej i na Pelcowiźnie. Oddano ją do eksploatacji w 1953 roku - jak zwykle musiało odbyć się to uroczyście i z "pompą" 22 lipca.
I tak w 1956 roku skończyła się historia „naszej ciuchci”. 31 stycznia 1956 roku kolejka Jabłonna - Most po raz ostatni zatrzymała się na przystanku „Śliwice”, zadymiając po raz ostatni śliwickie osiedle.
I odjechała w stronę Golędzinowa, znikając w oddali w dymie wyrzucanym z komina parowozu. A dymiła zawsze nieźle, skoro już przed 1914 rokiem pasażerowie kolejki utyskiwali mówiąc:
„ Że też tyle dymu mieści się takim małym parowozie”.
Copyright © Henryk Podczaski


Facebook youtube