^Powrót na górę
  • 1 Lorem ipsum dolor...
    Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur...
  • 2 Lorem ipsum dolor...
    Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur...
  • 3 Lorem ipsum dolor...
    Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur...
  • 4 Lorem ipsum dolor...
    Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur...
  • 5 Lorem ipsum dolor...
    Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur...
książka
księga
Album ten zawiera:
432 rodzinne fotografie, kopie170 akt metrykalnych i 150 różnych rodzinnych dokumentów. Przejrzyj kilkanaście wybranych stron z tego albumu.

STOPKA

Właściciel Henryk Podczaski
Rok założ. 2006.
Kontakt - bishen@wp.pl

Strona genealogiczna w sieci
Genealogii Polskiej

Genealogia Polska

LICZBA WIZYT

                                                                                   Darmowy licznik odwiedzin



„PIWNICA”- miejsce spotkań śliwickiej młodzieży w końcu lat pięćdziesiątych ubiegłego wieku. Być może większość ówczesnych mieszkańców Śliwic nie wiedziała, a właściwie nie interesowała się, po co młodzi ludzie w jesienne czy zimowe wieczory zmierzają w kierunku remizy strażackiej.

Budynek, z napisem widocznym na frontowej ścianie „ZAWODOWA STRAŻ POŻARNA FSO”, wzniesiono z początkiem lat 50-tych na uboczu ulicy Witkiewicza, prawie naprzeciw starej szkoły; blisko terenu kolejowego. Nie było bezpośredniego wyjazdu wozów strażackich z remizy na ul. Witkiewicza. Zbudowano jezdnię z trylinek równoległą do niej i tamtędy jeżdżono do akcji gaśniczych w kierunku terenu FSO. Pieszo „wędrowało” się do straży na przełaj ścieżką prowadzącą na placyk przed budynkiem, na który wyjeżdżały garażujące wozy z dwóch bram remizy. Na piętrze nad garażami mieściły się pomieszczenia dyżurującej całą dobę strażackiej załogi. Natomiast obchodząc budynek z prawej strony dochodziło się do wejścia na klatkę schodową z służbowymi mieszkaniami dowódców.
Na piętrze mieszkała rodzina komendanta Jankowskiego, na dole Staroniowie.
Zawsze spotykając kogoś z rodziny Jankowskich nurtowało mnie pytanie: jakim zrządzeniem losu trafiła ta rodzina na takie strażackie „zesłanie”?.
Pan Jankowski, bardzo wysoki, szczupły, dystyngowany mężczyzna w „jesiennym” wieku był przedwojennym pułkownikiem. Zawsze robił wrażenie człowieka „z klasą”.
Jego małżonka, córka carskiego generała, była osobą niezwykle kulturalną i bardzo wykształconą. Nic dziwnego, uczęszczała w czasach przed bolszewicką rewolucją do „Instytutu Wysokourodzonych Panien” („Йнститут Благонадёжных Девиц”) przy Pałacu Smolnym w Petersburgu.
W rodzinie Jankowskich w domu używało się języka francuskiego.
Zupełnie nie pasowała mi ta rodzina do zgrzebnej, siermiężnej strażackiej codzienności remizy.
Na parterze mieszkali Staroniowie. Przybyli na początku lat pięćdziesiątych z małego miasteczka w Świętokrzyskiem. Głowa rodziny, pan Marian został mianowany na komendanta po przejściu pana Jankowskiego na emeryturę.
Często bywałem w latach pięćdziesiątych u Staroniów – kolegowałem się z najstarszym z dzieci - Tadkiem, a także w związku z pomaganiem panu Marianowi w odrabianiu zadań z „matmy” i fizyki. Uczył się w wieczorowym technikum i „nie miał głowy” do zawiłych zadań z tych przedmiotów. Pomagałem mu z przyjemnością, bo zajęcie to było dla mnie jak rozwiązywanie krzyżówek.
Wokół Straży Pożarnej w tych latach, zwłaszcza w letnich miesiącach, kręciło się wielu śliwickich chłopców z młodszego pokolenia, obserwując z przejęciem zajęcia i ćwiczenia zawodowych strażaków. Nic dziwnego! Każdy kilkuletni brzdąc chciałby zostać dzielnym, bohaterskim strażakiem. Więc wielką frajdę zrobili panowie strażacy organizując dla kilkunastu małych zapaleńców szkolenie i ćwiczenia. Z entuzjazmem odbywali zbiórki, musztrę, poznawali sprzęt, jego nazwę i obsługę. Znikali co dnia z domu na kilka godzin, by „uzbrojeni” w zbyt duże najprawdziwsze
strażackie hełmy, przepasani parcianymi pasami z karabińczykami, z mozołem rozstawiać wielkie drabiny, rozwijać i zwijać węże.
Uwieńczeniem tej przygody były ćwiczenia gaśnicze pozorowanego pożaru z użyciem najprawdziwszej sikawki z najprawdziwszą wodą. Wrażeń i przeżyć było co niemiara.

Ale powróćmy do tematu „Piwnica”!
W pewnym wieku młodzi ludzie, nieco starsi od tych o których wspomniano uprzednio, chcą mieć kameralne miejsce, w którym mogą się spotkać, porozmawiać, podowcipkować czy poflirtować. Nadarzyła się taka okazja – Tadek Staroń uprosił panią Jankowską, by udostępniła nam prawie nieużywane pomieszczenie swej sutereny. Dostaliśmy od niej klucz ( odtąd stale był do dyspozycji u Staroniów ) i zeszliśmy na dół, by urządzić naszą „piwnicę”. A roboty było moc! Pomieszczenie zawalone było po sufit wszelakim „dobrem” i porządkowanie zajęło nam kilka wieczorów.
Po tym niemałym wysiłku nasz kilkunastometrowy lokal prezentował się całkiem-całkiem. Pod zewnętrzną ścianą z małym okienkiem pod sufitem, umieściliśmy wielkie paki, skrzynie i wiklinowe kosze zawierające cenne rzeczy państwa Jankowskich. Wcale nie przesadzam używając słowa „cenne”. Były tam złożone wyjątkowe zbiory książek, starych nut, zastawy stołowe z porcelany i cennego szkła ( takie kryształowe piękne kielichy trudno obecnie znaleźć), itp precjoza. Na zwolnionej pozostałej powierzchni ustawiliśmy odzyskane z rupieci: okrągły stół, dwa-trzy odkurzone stare fotele, kilka kulawych krzeseł, stojącą wysoką lampę z abażurem ozdobionym długimi frędzlami. Pomieszczenie ogrzewał, jak chciał kiedy nie był „zapowietrzony”, mały kaloryfer.

Dorzuciliśmy do tego wyposażenia kilka własnych „elementów”. Po otworzeniu drzwi witał wchodzącego groźny małpolud z potężną maczugą, namalowany na bocznej ścianie przez zdolnego Bogdana Orlińskiego. Natomiast na ścianie naprzeciw, wkraczający gość miał przed sobą fresk tegoż artysty, przedstawiający długą postać leżącą w otwartej trumnie. „Dzieło” zdobił napis: „MEMENTO MORI”. Wieko stało obok!
Nie koniec na tym – na ścianę nad drzwiami „wkraczały” czarne ślady bosych stóp, przemierzały przez cały sufit pomieszczenia, by „wyjść” po ścianie do okienka na zewnątrz. Tworzenie tego ostatniego „dzieła” odbywało się w sposób co najmniej oryginalny, by nie powiedzieć skomplikowany. Zupełnie proste byłoby namalowanie owej ścieżki czarnych stóp przez wspomnianego Bogdana, zwykłą czarną farbą przy użyciu zwykłego pędzla. Albo jeszcze prościej można było namalować stopy za pomocą szablonu wyciętego w kartce papieru.
Ale nie! To byłoby zbyt prozaiczne, projekt winien powstać w sposób niekonwencjonalny. Więc Tadek „skoczył na górę” po dużą puszkę czarnej pasty do butów. Następnie potrzebne było długie i lekkie narzędzie. Znalazło się takie w postaci mojej długiej i chudej osoby. Zdjąłem buty i skarpety, nasmarowałem od spodu swe stopy przyniesioną pastą i wio...! Kilku mocnych kolegów z mozołem „pomagało” mi przemieszczać się od drzwi po suficie do odległego okienka. Co tu mówić!!! Chodzenie po suficie z głową w dół, przy „wspomaganiu” kilku kolegów zataczających się ze śmiechu, nie było zbyt bezpieczne i kończyło się kilkakrotnym rozsypaniem akrobatycznego zespołu. O długotrwałym i kłopotliwym myciu nóg trudno nie wspomnieć. Ale ślady prezentowały się nieźle.

Co robiliśmy i jak spędzaliśmy czas w naszej „Piwnicy”? Gadaliśmy o wszystkim i o niczym, graliśmy w brydża popijając niekiedy domowe winko, a zubażając zapasy naszych rodzinnych piwniczek; flirtowaliśmy z koleżankami, które czasami tu zaglądały, niektóre nawet z ochotą.

Ale przede wszystkim grywaliśmy w „cymbergaja”, popularną w tamtych latach grę na szkolnych przerwach. W organizowanych „piwnicznych” turniejach, brało udział wielu młodych śliwiczan, a czasem nawet zawodnicy z poza naszego osiedla. Uczestniczyli w nich na przykład zawodnicy z Pragi – koledzy z Liceum Władysława IV m. in. Janusz Bukowski, nieżyjący już, znany później aktor teatralny i filmowy, czy kolega Lenczewski, obecnie proboszcz prawosławnej parafii na Woli.
Zacięte mecze przy asyście wielu podekscytowanych kibiców odbywały się na zrobionym przeze mnie boisku-planszy pokrytym linoleum, wyposażonym w bandy ( jak hokejowe lodowisko) z drewnianymi bramkami, a nie z pinezek, jakich używało się na szkolnych ławkach. Rozgrywki pochłaniały nam całe długie jesienno-zimowe wieczory.

Czasem wpadał z wizytą do naszej „Piwnicy” dzielnicowy Włodzimierz Wachowicz, by sprawdzić jak spędza wolne chwile śliwicka młodzież. Przeważnie wizyty były już po obchodzie naszego osiedla i po odwiedzinach niejednego mieszkania. Dlatego przeważnie był pan Włodzio w „stanie wskazującym”. Pewnego razu stało się to przyczyną dość emocjonującego zdarzenia. Wchodząc do „Piwnicy” sympatyczny milicjant z nieco przymglonym spojrzeniem, ujrzał na ścianie wspomnianego wcześniej miłego małpoluda, który tego dnia posiadał głowę Josifa Wissarionowicza Dżugaszwiliego Stalina ( któryś z kolegów przykleił głowę tego wybitnego męża stanu, wyciętą z jakiegoś kolorowego pisma). Podochocony „procentami” sierżant Wachowicz wyciągnął nagle z kabury pistolet, zaczął nim wymachiwać i celować w wąsate oblicze „przywódcy świata” wrzeszcząc:
- „Zabiję łobuza!!! Zastrzelę łotra!!!”
Próbowaliśmy uspokoić naszego wzburzonego gościa, chowając się jednocześnie pod stołem i kryjąc za fotelami i w końcu „szeryf” dał się udobruchać, schował broń i „darował życie draniowi”. Tak więc bywały i takie dość niecodzienne zdarzenia.

Nasza obecność w „Piwnicy” stawała się coraz bardziej „słyszalna”, coraz liczniejsza i na pewno stała się bardzo kłopotliwa dla gospodarzy. Po kilku sezonach dano nam delikatnie do zrozumienia, że powinniśmy zamknąć naszą „działalność”, co uczyniliśmy z pewnym żalem, chyba w roku 1959.

Dziś budynek Straży Pożarnej z naszą „Piwnicą”, odgrodzony od Śliwic wysokim płotem, znajduje się na terenie żerańskiej FSO. Jest prawie niewidoczny z ul. Witkiewicza i być może wielu obecnych mieszkańców nawet nie wie, że taki obiekt istnieje w pobliżu ich domu.

Nam, którzy często bywaliśmy w tej remizie, pozostały jedynie wspomnienia z chwil spędzonych przed laty w wesołej kompani kolegów i koleżanek w małej salce naszej „Piwnicy” i zapamiętane, dźwięczące w uszach słowa refrenu piosenki, którą głośno tam śpiewaliśmy sącząc domowe winko:
„ Dobrze jest nam, fajermanom.
Nowe sikawki dziś mamy,
Daleko se z nich sikamy.
Sik! Sik! Hura!
Sik! Sik! Hura!!!”
Copyright © Henryk Podczaski


Facebook youtube