^Powrót na górę
  • 1 Lorem ipsum dolor...
    Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur...
  • 2 Lorem ipsum dolor...
    Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur...
  • 3 Lorem ipsum dolor...
    Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur...
  • 4 Lorem ipsum dolor...
    Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur...
  • 5 Lorem ipsum dolor...
    Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur...
książka
księga
Album ten zawiera:
432 rodzinne fotografie, kopie170 akt metrykalnych i 150 różnych rodzinnych dokumentów. Przejrzyj kilkanaście wybranych stron z tego albumu.

STOPKA

Właściciel Henryk Podczaski
Rok założ. 2006.
Kontakt - bishen@wp.pl

Strona genealogiczna w sieci
Genealogii Polskiej

Genealogia Polska

LICZBA WIZYT

                                                                                   Darmowy licznik odwiedzin

 

11 lipca, piątek

Dzwonek budzika. Siódma. Jest późno. Biegiem do pracy wzdłuż płotu od strony trasy.
Niedaleko „naszej” uliczki tlą się jeszcze niedopalone kawałki drewna. Obok leży kłoda naszej ławki.
- Przerzucili przez płot by mieć na czym przycupnąć. Na Gwiaździstej kilka milicyjnych samochodów. Wymiana pilnujących.
Ile zaangażowano w „to” ludzi? Ile sprzętu? Ile to kosztuje? – Płacimy za to my, normalni, szarzy obywatele.
Do pracy...
.................................................................................................................................................
Przed siódmą wieczorem przychodzi Michał, bierzemy stół i idziemy na placyk w kształcie trójkąta na zewnątrz ogrodzenia.
Mijamy po drodze ze trzy grupki mundurowych. Gęsto.
Na uliczce już sporo ludzi, głównie starszych kobiet. Wiele przyszło z własnymi stołkami i krzesełkami. Na niebie wiszą ciemne chmury, chyba będzie padało. Nadchodzi ks. Henryk ze „świtą”. Ołtarz ubieramy na uliczce blisko ogrodzenia, nad którym unosi ramiona niewielki krzyż zbity z desek. Jest sporo ludzi. Czuje się serdeczność, jakąś duchową więź, zbratanie - nas zgromadzonych tu wokół ołtarza.
Nadchodzi siwy pan z naszym „ruchomym” krzyżem, z którym opuściliśmy wczoraj naszą świątynię.
Za płotem milicja, na trasie w pewnej odległości także. Oddalają się z chwilą rozpoczęcia mszy św.
Napięcie wśród zgromadzonych znika, gdy ks. Henryk mówi, że nie mamy się czego obawiać. Jesteśmy dobrze pilnowani, a obecność swą milicjanci wyjaśnili mu wczoraj tym, że otrzymali polecenie pilnowania krzyży przed profanacją.-
Ogólna wesołość, choć to msza.

I znowu skupienie.
Przed Podniesieniem zaczyna padać deszcz. Tolek wyciąga z walizki igielitowy obrus. Rozkładamy go we dwóch i trzymamy na wzniesionych ramionach wysoko nad ołtarzem i księdzem. Leje mi się za kołnierz. Podchodzi jakaś staruszka, staje blisko mnie, rozkłada parasolkę i chroni przed deszczem. Słońce.
Komunia. I znowu przystępuje do niej bardzo dużo wiernych. W ogłoszeniach ksiądz oświadcza, że jutro udaje się o dziesiątej do naczelnika dzielnicy, który pragnie się z nim spotkać. Jak przypuszcza chodzi o załagodzenie tej całej „szopki”.
- Czy nie zbyt duży optymizm?
Później uda się do Kurii. Może zgodzi się przyjechać do nas jeden z biskupów. Po błogosławieństwie śpiewamy „My chcemy Boga”.
..................................................................................................................................................
Umawiamy się na porządkowanie tego placyku jutro na godzinę dziesiątą. A jest co sprzątać.


12 lipca, sobota

Rano przed dziesiątą spotykamy się z Michałem i Adamem. Zastanawiamy się, czy nie lepiej odłożyć porządkowanie na popołudnie, by znać już wyniki rozmów naszego księdza w dzielnicy. Chyba lepiej, więc obchodzimy wokół cały teren i zawracamy kilka osób idących na placyk.
..................................................................................................................................................
Przed dwunastą – brzęczyk domofonu. To Gosia.
- Gdzie Michał? Dlaczego nie jesteście tam na placyku? Ludzi przyszli i nie mają narzędzi – wyczuwam wyrzuty w głosie.
Nawet nie wyjaśniam. Do piwnicy – po grabie, piłę, siekierę i szybko na „nasz” nowy teren.
Jest ks. Henryk i sporo ludzi. Odgruzowują plac gołymi rękami. Rozdaję przyniesione narzędzia.
Po raz pierwszy widzę tak „rozkojarzonego” księdza. Widocznie rozmowa nie należała do przyjemnych. Pytam jak było.
- No cóż, nie była to łatwa rozmowa. Jestem nią zmęczony - odpowiada. Ale jutro przybędzie tu biskup Modzelewski. Będzie się modlił razem z nami – dodaje pośpiesznie.
Idę „robić” szpadlem. Większość pracujących to kobiety. Wybierają gruz, olbrzymie ilości gruzu i zasypują nim dół przy płocie.
Udaję się z siekierą w kierunku drzewa rosnącego wśród dzikich krzaków w końcu uprzątanego placyku.
- Trzeba wyciąć to wszystko zostawiając jedynie drzewo- stwierdza „szef” Henryk.- Wczoraj to miejsce służyło za schronienie „smutasów”- wyjaśnia, widząc moje pytające spojrzenie.
Oczyszczam teren wokół jabłoni, wyrównujemy w kilku pobliski wykop. W tym czasie nasz placyk zmienił się nie do poznania.
Gruz został wyzbierany, ziemia wygrabiona. A górująca nad terenem sterta śmieci i gruzu przysypana ziemią i ozdobiona kamieniami i płytkami - to efekt pracy „ekipy” Andrzeja.
Pozostała do załatwienia sprawa ołtarza. Proponujemy z Wojtkiem ( Wojciech Bielecki) : - Powinien znajdować się przy naszej uliczce od strony wschodniej tam, gdzie obecnie rosną pokrzywy.
Ksiądz zgadza się, rzucając pomysł byśmy wykorzystali walające się, miejscami przysypane ziemią, betonowe potężne rury. Ale jak je wyciągnąć i ruszyć z miejsca? Okazuje się, że Wojtek to istny Herkules i to głównie dzięki niemu wyciągamy i wytaczamy ten betonowy złom. Co dalej? Układamy równolegle, w pewnej odległości od siebie przytoczone rury i trzeba nawieźć ziemi, dużo ziemi. Jedzie taczka za taczką pchane przez gospodarza z Gwiaździstej i młodego chłopaka. Ładuje kilka, osób m. in. Ewa. Imponuje mi wytrwałością - jak przyszedłem już pracowała, a nakładała ziemię od pierwszej do ostatniej taczki.
Rośnie ilość ziemi tu, na wzniesieniu pod przyszły ołtarz. Wyrównujemy z Wojtkiem teren. Nagle zza płotu dochodzi głos:
- Może pomóc? ...
Spoglądam, nie wierzę. Nad parkanem – trzy twarze milicjantów „pilnujących” naszych krzyży. Podeszli widocznie zainteresowani pracami. Są z odkrytymi głowami. W ogóle, wielu z nich, pilnujących terenu w będących w pobliżu naszych krzyży, mają odkryte głowy, czapki trzymają w ręku. Na propozycję tych trzech odpowiadam, korzystając jednocześnie dla odsapnięcia:
- Z chęcią przyjmujemy panów pomoc. Każda para rąk się przyda. Roboty starczy. Prosimy do nas! Co dać, szpadel czy grabie?
- No nie, my nie możemy – i wycofują się, powoli odchodząc w głąb uliczki.
Buduję z płyt schody od strony przyszłej „ zakrystii”. Od frontu sypią ziemię pod kwiaty. Niezastąpiona Ewa przyniosła dużo kwiatów m. in. szafirową lobelię. Nasz zniszczony ołtarz też zdobiły te urocze kwiatki.
Od „Potoku” zbliża się kilka kobiet ciągnących wózek wyładowany paprociami. Wzruszające . One też chcą upiększyć nasz ołtarz. Ewa sadzi przyniesione kolorowe kwiaty i paprocie.
Stajemy przed naszym nowym prezbiterium. Dopiero teraz odczuwam zmęczenie, Zmęczeni są wszyscy. Ale zadowoleni, że zrobiliśmy dziś tak dużo. Wieczorem msza. Właściwie to już niedługo, za dwie godziny.
...................................................................................................................................................
O siódmej wieczorem, jak ostatnio zwykle, msza święta. Ołtarz już na nowym, ozdobionym kwiatami miejscu. I jak wczoraj, ustawiamy nasz drewniany krzyż, „wędrujący” krzyż , z którym w czwartek opuściliśmy ogrodzony teren.
Ludzi więcej niż wczoraj. Milicjantów także, choć z chwilą zaczęcia modlitwy oddalają się na „przyzwoitą” odległość.
Ks. Henryk widać, że już nieco spokojniejszy. Natomiast u nas modlących się u stóp ołtarza, wyczuwam jakąś głębszą wiarę że to co robimy ma sens, że nas nie złamano, i pewność że stojących tu pod Krzyżem nikt nie jest w stanie złamać.

Modlimy się gorąco a potem nasz kapłan utwierdza nas , że tylko od nas zależy to, czy Kościół tu będzie czy nie. Zależy tyko od Boga i od nas. A więc wytrwajmy! Dziękuje także za trud jaki dziś tu, na tym miejscu ponieśliśmy. Śpiewamy „Czarną Madonnę”.
Po mszy incydent. Mąż Bożeny, Andrzej ( Andrzej Wojtaszek) robił zdjęcia w czasie mszy i bezpośrednio po niej. Podczas powrotu do domu, zbliżyło siędwóch mundurowych i z tłumu idących „wyłowiło” fotografującego:
- Pozwólcie obywatelu, proszę o aparat !
Ks. Henryk wyrwał aparat z ręki podającego mówiąc: - Andrzej chodź szybko - i obaj znikli w tłumie wracających.
Na polu pozostali z niezbyt mądrymi minami aktywni funkcjonariusze.

Jutro wizyta biskupa. Zwróciliśmy się do naszego „szefa”, by poprosił proboszcza z „górki” o ogłoszenie tej uroczystości jutro na mszach porannych.

Copyright © Henryk Podczaski


Facebook youtube