^Powrót na górę
  • 1 Lorem ipsum dolor...
    Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur...
  • 2 Lorem ipsum dolor...
    Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur...
  • 3 Lorem ipsum dolor...
    Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur...
  • 4 Lorem ipsum dolor...
    Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur...
  • 5 Lorem ipsum dolor...
    Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur...
książka
księga
Album ten zawiera:
432 rodzinne fotografie, kopie170 akt metrykalnych i 150 różnych rodzinnych dokumentów. Przejrzyj kilkanaście wybranych stron z tego albumu.

STOPKA

Właściciel Henryk Podczaski
Rok założ. 2006.
Kontakt - bishen@wp.pl

Strona genealogiczna w sieci
Genealogii Polskiej

Genealogia Polska

LICZBA WIZYT

                                                                                   Darmowy licznik odwiedzin

 
 
No, czas wyjść na ulicę!
Ulica Gersona! Moja, a właściwie nasza ulica. Zawsze było na niej mnóstwo dzieciaków. Wybrukowana kocimi łbami, mocno wyprofilowana z wyraźnymi rynsztokami, nie skanalizowana i nie oświetlona latarniami. A naprzeciwko, po drugiej stronie ulicy, na niezabudowanym placu, tuż obok domu nr 24, stał ....c z o ł g. Najprawdziwszy wypalony czołg. Oblepiony prawie zawsze chłopakami w różnym wieku, włażącymi gdzie się dało, kręcącymi czym się dało. Ależ to była frajda.
Z czasem ubożał on coraz bardziej – znikły najpierw gąsienice, później wszelakie ruchome klapy, łożyska, aż z czasem został sam kadłub. W końcu wywieziono i te stalowe resztki potężnej broni, by zrobić miejsce pod budkę z warzywami pani Adamczykowej, mieszkającej na parterze pod 24-tym.

Skoro jesteśmy przy handlu, należy wymienić aż dwa najprawdziwsze sklepy na naszej ulicy. Pierwszy to „Sobieszek” mieszczący się w garażu przy domu nr 31 (obecnie własność mojego kolegi Janusza Kiwerskiego). A w nim same delikatesy: lizaki, szklane pastorały wypełnione kulistymi cukierkami, landrynki i cukierki-malinki w szklanych słojach, ciągnące się miodem makagigi. Jednym słowem same pyszności. Poza tym normalnie - mąka, cukier, pieczywo, jakieś wędliny.
Drugi sklep to „Zowczak”. Pod 12-tką. Był to większy sklep od Sobieszkowego, bardziej elegancki. Wchodziło się do niego po schodkach na wysoki parter. Tu głównie kupowało się marmoladę, która po pokrojeniu w kostkę i obtoczeniu cukrem udawała marmoladki. Tu wymieniało się syfony z wodą i kupowało różne mniej ważne artykuły jak mydło, proszki do prania itp. Piekarni na Śliwicach w tym czasie nie było. Kilka lat później została otwarta przez pana Borowskiego na ul.Witkiewicza pod 5-tym. Po świeże pieczywo albo jakieś piekarnicze specjały w rodzaju chałki, rogali z makiem itp. szło się na Pelcowiznę do piekarni Polańskiego na ul. Warmińskiej. Była to firma jeszcze przedwojenna i mama czasem wybierała się tam z nami pieszo po zakupy. Chyba tylko z sentymentu, gdyż urodziła się w tym osiedlu i tam mieszkała wiele lat na ul. Kartuskiej. Dla mnie taka „wyprawa” była jak podróż Kolumba do Ameryki - w inny świat.

Wróćmy na Gersona. Tak jak wspomniałem była pełna dzieciaków i dorosłych, natomiast na całej jej kilkusetmetrowej długości żadnego samochodu. Raj na ziemi. Ulica była nasza. Rzadko ten stan zakłócała jakaś furmanka, która chyba przypadkiem tu zabłądziła.
Zakłócała?! - źle to wyraziłem. To była jedna z atrakcji. Jaką frajdą i sztuką było uczepić się, podwiesić u dyszla jadącego wozu i przejechać kilkadziesiąt metrów nie zostawszy ugodzonym batem przez furmana. Nie woźnicę, a furmana - tak się wtedy mówiło.

Ponieważ ulicę wytyczono w linii prostej, widać było jej początek i koniec. Udajmy się więc na jej południowy kraniec, kraniec mego dziecinnego świata. Ciekawa sprawa! Z tej perspektywy pamiętam jedynie tylko to, co było blisko. Co było hen na horyzoncie - nie . Może dlatego, że było się maleńkim i wzrok nie sięgał zbyt daleko. Być może.

Tak więc jesteśmy na początku Gersona. Tuż tuż, po drugiej stronie poprzecznej uliczki ( obecnie ul Kotsisa ), wznosiła się „górka”. Tak nazywaliśmy sztucznie usypaną górę ziemi, wysokości około 6-ciu metrów, porośniętą trawą z prześwitującymi gdzieniegdzie plamami piachu. Kto ją usypał, kiedy i po co - Bóg raczy wiedzieć. Ale chwała temu kto to zrobił. W najbliższym sąsiedztwie była to największa atrakcja, zimą - wiadomo zjazd sankami na „śledzia”. Z upływem czasu, w miarę „zużycia”, poorana coraz większymi rynnami piachu stawała się coraz niższa i mniej okazała. Kiedy ją zrównano? – nie potrafię odpowiedzieć. Z czasem i z dorastaniem odkrywaliśmy inne ciekawsze obiekty.
Ale spójrzmy na łąkę rozciągającą się za naszą „górką”. Jedyna chyba taka łąka na świecie. Jak ją pamiętam? Poorana była niesamowicie dołami, lejami, okopami ciągnącymi się zygzakami. Fantazja! I na dodatek był to nasz arsenał. Tam się chodziło i zbierało najwięcej „czubków” dla naszego uzbrojenia.
Ha! Nie znający się na tym zdziwi się co to za dziwo.
- Wyjaśniam: każdy szanujący się wojownik bezwzględnie musiał posiadać łuk i strzały. A strzały uzbrajało się właśnie w „czubki”, czyli pospolicie mówiąc w pociski karabinowe po wytopieniu z nich ołowiu. Nasadzone na cienkie patyki znakomicie stabilizowały lot strzał.
Tu muszę wtrącić dygresję, by nie wracać do owych „czubków”. Mając około 10-ciu lat znalazłem kiedyś taki pocisk, ale nieco większy niż normalnie. Nie chciało mi się zapalać ogniska, by wytopić z niego ołów. Pobiegłem w towarzystwie ciotecznego brata Tadzia Kowalczyka do pralni, by tam załatwić problem. W owym czasie, jego ojciec w pralni próbował rozkręcić interes – warsztat ślusarski i zamontował tam stół z imadłami. Uchwyciłem w imadło znaleziony pocisk, podpiłowałem go nieco z tyłu. Przekręciłem o 180o i próbowałem młotem wybić ołów. Fachowiec! Prawda?! Kiedy nastąpił wybuch nie wiem. Przytomność odzyskałem w skrzynce z rzodkiewkami, która stała opodal. Nic nie widziałem, a w uszach tylko przeraźliwy świst i daleki krzyk Tadzika:
- Zabiło Heniusia! -Zabiło Heniusia!
Na szczęście nie zabiło, ale nauczyło nieco większej ostrożności.

No, wracajmy na łąkę! Na niej odbywały się „wojny” między nami śliwiczanami i chłopakami z Golędzinowa. Golędzinów to sąsiednia dzielnica, leżąca na południu od Śliwic przed nasypem kolejowym. Naprzeciw Cytadeli. Na jakiej zasadzie następowało wypowiedzenie wojny nie potrafię określić. Natomiast wiadomo było, że odbędzie się ona tego dnia, o tej to i o tej godzinie. No i zaczynały się przygotowania. Przede wszystkim uzbrojenie: łuki, szmajdy i tarcze. Ba! Co to jest szmajda?- zapyta lamus ( tak nazywano mamisynka ). Szmajda czyli machajka, jak niektórzy mówili nieprawidłowo, była to wyjątkowo niebezpieczna broń. Służyła ona do wyrzucania z nieprawdopodobna szybkością i nieprawdopodobnym rozrzutem kamień, nawet o dość dużej masie. Trafiając takim pociskiem można było zrobić bardzo, ale to bardzo dużą krzywdę. Ale jak wojna to wojna. Wracając do machajki, wspomniałem że to nieprawidłowa nazwa szmajdy (rzymskiej procy). Nieskromnie jako wnuk kolejarza muszę wyjaśnić, że machajka to najzwyklejsza ręczna kolejowa drezyna, też odchodząca w zapomnienie.
Specjalistą od robienia szmajd był Józik, nie pomnę nazwiska. Mieszkał na ulicy Gersona nr 6, na piętrze. Kilka lat starszy ode mnie, był oczywiście wielkim autorytetem w tej materii. Wieczorami siedziała w jego mieszkaniu grupka wojowników i czyniła przygotowania. Nadchodził dzień wojny. Nadciągały wojska obu wrogich stron na łąkę leżącą między Śliwicami i Golędzinowem. Świstały kamienie, leciały strzały. Nie znajduję logicznego wytłumaczenia dlaczego nigdy nikt nie odniósł żadnych obrażeń. Widocznie tak chciał dobry Bóg. Oczywiście nie było przegranego. Każda strona uważała, że odniosła zwycięstwo. Sędziego nie było.

Copyright © Henryk Podczaski


Facebook youtube