^Powrót na górę
  • 1 Lorem ipsum dolor...
    Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur...
  • 2 Lorem ipsum dolor...
    Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur...
  • 3 Lorem ipsum dolor...
    Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur...
  • 4 Lorem ipsum dolor...
    Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur...
  • 5 Lorem ipsum dolor...
    Lorem ipsum dolor sit amet, consectetur adipisicing elit, sed do eiusmod tempor incididunt ut labore et dolore magna aliqua. Ut enim ad minim veniam, quis nostrud exercitation ullamco laboris nisi ut aliquip ex ea commodo consequat. Duis aute irure dolor in reprehenderit in voluptate velit esse cillum dolore eu fugiat nulla pariatur...
książka
księga
Album ten zawiera:
432 rodzinne fotografie, kopie170 akt metrykalnych i 150 różnych rodzinnych dokumentów. Przejrzyj kilkanaście wybranych stron z tego albumu.

STOPKA

Właściciel Henryk Podczaski
Rok założ. 2006.
Kontakt - bishen@wp.pl

Strona genealogiczna w sieci
Genealogii Polskiej

Genealogia Polska

LICZBA WIZYT

                                                                                   Darmowy licznik odwiedzin


Co jeszcze o tej łące? Tak jak wspominałem – naszpikowana była mnóstwem pocisków i niewypałów ( tak powszechnie nazywano niewybuchy ) od dział wszelkiego kalibru, armat, od moździerzy i służyła jako źródło pozyskiwania cennego prochu i innych niezbędnych dla nas materiałów.

Ale najważniejsze pozostawiłem na koniec. Na tej łące, sto - może sto pięćdziesiąt metrów od Śliwic, naprzeciwko „Czarnego Parkanu” (wrócę dalej do tej zagadkowej nazwy) był grób. Otóż w czasie Powstania Warszawskiego został zestrzelony samolot dokonujący zrzutów dla powstańców. Jak mówili świadkowie, samolot trafiony pociskiem przez Niemców, ciągnący za sobą smugę dymu leciał coraz niżej nad Wisłą, zatoczył łuk i prawdopodobnie próbował wylądować na tej łące. Niestety leciał już tak nisko, że zaczepił o kominy ostatniego domu, domu państwa Suprunów i koszącym lotem zwalił się w płomieniach na ziemię. Cała załoga zginęła. Ojciec mój z kilkoma znajomymi pochował ciała lotników, przyozdabiając mogiłę olbrzymim śmigłem. Grób ten istniał kilka lat, aż do uroczystej ekshumacji, oczywiście w asyście trzymających palce w buzi gapiących się chłopaków ze Śliwic, a wydobyte szczątki przewieziono do Krakowa na Cmentarz Rakowicki, gdzie złożono je w grobowcu alianckich lotników poległych w walkach o wolność Polski.
W pobliżu, na rogu ulic Modlińskiej i Pożarowej ustawiony został pamiątkowy głaz z napisem:

W TYM MIEJSCU W DNIU 15 SIERPNIA 1944 R., NIOSĄC POMOC POWSTAŃCZEJ WARSZAWIE, ZGINĘŁA ZAŁOGA LIBERATORA 871
31 DYWIZJONU BOMBOWEGO POŁUDNIOWO-AFRYKAŃSKICH SIŁ POWIETRZNYCH.”


Ponieważ zaszliśmy w okolicę ulicy Pożarowej, zajrzyjmy na Golędzinów. To co pozostało po wojnie z tej wrogo nam się kojarzącej nazwy, to jedynie kilka niskich domków, baraczków i bud, które trudno uznać za mieszkania, rozrzuconych bez składu i ładu na polu rozciągającym się między Modlińską i wałem wiślanym, od „Czarnego Parkanu” po nasyp kolejowy mostu przez Wisłę. Trochę krzaków, no i fundamenty z odkrytymi przez bombardowanie piwnicami. To tu z rzadka robiliśmy wypad po kolorowe tekturki, barwne papierowe paski i tym podobne bardzo nam potrzebne materiały. Sądzę, że przed wojną była tam jakaś drukarnia i stąd całe niewyczerpane stosy tych drogocennych dla nas rzeczy. Wszędzie pod butami nieprzyjemnie chrzęściły odłamki szkła, pokrywające grubą warstwą całe ruiny.

No czas wracać. Obok „Czarnego Parkanu”!. Brrr... Już na samą myśl ciarki przechodzą mi po ciele. Zawsze jako dziecko miałem niemiłe skojarzenia z tą nazwą. Dlaczego? Gdy byłem maleńki, ale już z kolegami odkrywaliśmy rubieże naszego dziecinnego świata, rodzice ostrzegali mnie bym omijał „Czarny Parkan”. Bo tam jest niebezpiecznie. Grasują bandyci. Są napady – tak niosła fama, tak nam mówiono. Być może tak było. Ale dopiero po latach dowiedziałem się, że to jedna strona medalu. Otóż sławę Golędzinów, osada znana przed wiekami głównie z garbarstwa, a później już w XIX wieku „Czarny Parkan” - zdobył z całkiem innego powodu. Na całej Pradze zasłynęła ta okolica z usług pań najstarszego zawodu świata, pochodzących z biedoty miejskiej i dołów społecznych Warszawy. Rozwojowi tego procederu sprzyjało sąsiedztwo traktu Modlińskiego; właśnie tędy prowadził szlak handlowy z północny do stolicy. A więc i chętnych do korzystania z uciech nie brakowało. W takim światku kręciło się też po okolicy wiele różnej maści mętów i rzezimieszków. Dopiero wojna starła całkowicie tę niezbyt chwalebną działalność, choć bezpośrednio po niej zdarzały się w jeszcze napady właśnie w pobliżu „Czarnego Parkanu”.

Był to duży teren za ulicą Modlińską, leżący naprzeciw wylotu ul. Pożarowej, ze stacją pomp „Wodociągów i Kanalizacji” i dużymi basenami odstojników na ścieki. Od strony północnej, a więc najbliżej Śliwic rosły liczne grochodrzewy pospolicie zwane akacjami, zarośla bzu i pokrzywy porastające fundamenty zburzonego budynku. Cały ten teren był ogrodzony od frontu tj. od Modlińskiej wysoką solidną siatką na podmurówce, natomiast od strony Golędzinowa i Wisły bardzo wysokim płotem zrobionym z pionowo przybitych smołowanych desek. Stąd nazwa: „Czarny Parkan”. Od strony Śliwic siatka ogrodzeniowa była bardzo zniszczona, pogięta, porwana. Bez przeszkód można było buszować po gęstych chaszczach przyległych do terenu przepompowni.

Będąc już tu, skierujmy się w stronę Wisły.
Ha!!! „Czarny Parkan” kończył się kilkumetrową skarpą. Tutaj wzdłuż wysokiego wału przeciwpowodziowego oddalonego od nas o około sto metrów ciągnął się „kanion” od nasypu kolejowego na Golędzinowie, aż hen po daleką Pelcowiznę. Ten „kanion” z prawie płaskim dnem powstał na skutek wybierania stąd materiału na około dziesięciometrowej wysokości wał. Dno tego naszego „kanionu” pokryte było soczystą zielenią traw z kępami sitowia. Nic dziwnego, poziom terenu niewiele przewyższał poziom Wisły i piaszczysta gleba mocno była nasączona wilgocią.
Ciekawe, ale tu poniżej „Czarnego Parkanu” i tylko tu ziemia była gliniasta, ciężka i nie tak jałowa, jak na wysokości Śliwic i dalej. Dlatego całe Śliwice w czasie okupacji i bezpośrednio po niej tu „działkowały”. Mieliśmy działkę i my - rodzina Podczasko-Łysakowsko-Kowalczykowska. Stąd w latach czterdziestych szło zaopatrzenie domowe w warzywa, porzeczki, maliny...
Przeskoczmy czasowo do jesieni! Wtedy wielokroć ciągnęło się i pchało z mamą, ciocią, babcią, drewniany wózek zrobiony przez zmyślnego tatę, wypełniony po brzegi głowami kapusty. I zwoziło je pół dnia do piwnicy, a właściwie piwnicznej pralni. Wieczorem zaś nadchodził czas szatkowania. Schodziła rodzina, ustawiano potężną szatkownicę z wielką korbą, na posadzce czyste prześcieradło i kto chętny do kręcenia? Z początku chętnych było wielu, nadających się chłopców, aż czterech. Ale ponieważ praca była ciężka, szybko korbę przejmowali dorośli i oni kończyli dzieło pakując „towar” do beczek, przesypując solą, koprem, marchwią. Nie deptało się kapusty w beczce, jak było to kiedyś w zwyczaju, ale ubijało potężną drewnianą maczugą, aż puściła sok. Drewniane denko, ciężki kamień i gotowe. Koniec roboty i atrakcji.

Czas wrócić w okolice „Czarnego Parkanu”. Po co? By rozjaśnić co nieco mroczną atmosferę tych zarośli i krzaków.
Cyganie! Jadą Cyganie!!! - Przekazywał tę sensacyjną wieść kilkuletni koleś kolesiowi. Biegło się więc na pobliską łąkę przy szosie Modlińskiej i patrzyło. Oczywiście nie podchodziło się zbyt blisko, bo przecież wiadomo - Cyganie porywają małe dzieci. Ale ciekawskich z palcem w buzi, zapatrzonych w powoli przejeżdżający tabor cygański nie brakowało. Jakże to był kolorowy świat. Czerwień, fiolet, jaskrawo żółte i niebieskie firanki. Turkot kół zielonych wozów po kocich łbach szosy w akompaniamencie stukotu podków koni nadciągających od strony Pelcowizny. Fantazja! I przesuwał się ten zdawało się nierealny świat przed oczami gapiących się, by skręcić po minięciu Śliwic w wyrwę wału i zniknąć w zaroślach „Czarnego Parkanu”. Tam właśnie przez wiele lat rozbijano corocznie obozowiska.
A propos wspomnianego wału.
- „O jakim wale? - mówisz stary wale” – spyta grzecznie młody śliwiczanin.
Cierpliwości, wyjaśnię troszkę później!
Chodziliśmy do Cyganów przeważnie przed wieczorem i przeważnie z rodzicami... Popatrzeć. A było na co. Ogniska, cynowanie naczyń, cygańskie śpiewanie, tańce. Mój Boże, żal że nie ma już tego świata. Nawet żal, że nie miało się wtedy kamery, by to uwiecznić....
Jak długo obozowali? Tydzień, może dwa. I potem nagle znikali. Odjeżdżali chyba nocą. Nigdy nie widziałem ich zwijających obóz.
Copyright © Henryk Podczaski


Facebook youtube